11 listopada 2011, 14:56
Uważajcie z zatrudnianiem się w stowarzyszeniach i może jeszcze im podobnych tworach. Kolega z firmy windykacyjnej podesłał mi maila którego otrzymał. Nie komentuję tego, bo myślę, że nie ma takiej potrzeby. Moim zdaniem autor maila nie ma szans na odzyskanie pieniędzy – wynagrodzenia. A cesja należności z tytułu wynagrodzenia nie wchodzi w grę, bo prawo nie zezwala na sprzedaż wierzytelności przysługującej za wynagrodzenie, ale to tylko tak nawiasem mówiąc.
Jestem wierzycielem stowarzyszenia kultury fizycznej pn. … w …. Należność ( z tyt. wynagrodzenia za pracę ), zasądzona prawomocnym wyrokiem z klauzulą wykonalności. Kwota główna – 45.000 PLN odsetki od X 2003 ( data uprawomocnienia wyroku ).
Stowarzyszenie nie prowadzi działalności od 2003 r, nie ma likwidatora od 5 lat i nie jest wciąż formalnie zlikwidowane. Majątek jaki posiadało został w tajemniczych okolicznościach, „zawłaszczony” przez Gminę …, ponieważ … korzystał z majątku komunalnego ( stadion ) do prowadzenia działalności statutowej ( klub …), na podstawie bezterminowej Umowy z Ratuszem, którą bezwarunkowo rozwiązano ( stronami były Ratusz i wówczas funkcjonująca Komisja Likwidacyjna …, w składzie trzech osób, która swą rolę ograniczyła do rozwiązania cyt. Umowy i nieodpłatnego przekazania stadionu, wraz z „dobrodziejstwem inwentarza” – bez wykonania np. inwentaryzacji majątku / sic ! /, na rzecz Gminy. Powodem pośpiechu było powołanie w tym samym czasie, nowego stowarzyszenia pn. …, które przejęło stadion z infrastrukturą i majątkiem od Gminy, także nieodpłatnie i do dziś prowadzi tę samą działalność co Dłużnik …, tylko pod nowym szyldem. Niestety Sąd uznał, że „nowy” … nie jest następcą prawnym …, mimo, że np. jeden z likwidatorów ( członek Komisji likwidacyjnej … ) był też jednym z założycieli „nowego” … ( jest wpisany w KRS ) ?
… nie prowadzi więc działalności, nie posiada majątku ( przejęło Miasto ) i nie posiada likwidatora. W mojej ocenie, jedynym „punktem zaczepienia” jest Ratusz. Prezydent ustawowo ( Ustawa o stowarzyszeniach i Ustawa o kulturze fizycznej ) pełni funkcję tzw. Organu Nadzorującego, który ma obowiązek ustawowy prowadzenia spraw stowarzyszenia ( wchodzi w rolę Zarządu ), gdy nie ma ono i nie może wyłonić samodzielnie swych organów statutowych ( czyli jak w tym przypadku ). Wyegzekwowanie należności od Gminy wymagałoby jednak, bądź to niewiarygodnego talentu dyplomatycznego ( Ugoda ), bądź przeprowadzenia postępowania sądowego, na co z kolei nie mam ani odpowiedniej wiedzy prawniczej, ani środków.
Zainteresowany jestem więc Państwa udziałem w sprawie albo na zasadzie windykacji na zlecenie ( z wynagrodzeniem płatnym wyłącznie po odzyskaniu należności ), albo też w formie sprzedaży ( cesji ) należności za np. 50% kwoty głównej + całość odsetek dla Nabywcy tj. Państwa Firmy.
16 września 2011, 19:07
Jeżeli właśnie otwierasz lub masz zamiar otworzyć firmę w najbliższym czasie, to powinieneś wiedzieć aby pozbyć się złudzeń – jako nowa firma nie otrzymasz kredytu. Widziałem już ofertę kredytu dla nowych firm, jedyna na rynku, ale jak przyszło co do czego, to obietnice w reklamie okazywały się być bez pokrycia – tak przynajmniej stwierdzili przedsiębiorcy którzy próbowali. Chodzi o kredyt obrotowy, inwestycyjny. Może kredyt samochodowy oraz leasing łatwiej otrzymać jako nowa firma, bo przecież przedmiot kredytu oraz leasingu należą do banku, ale i na tym polu informacje od tych którzy próbowali, są smutne – nowe firmy mają problem z otrzymaniem jakiegokolwiek kredytu oraz leasingu.
Jeżeli więc póki co pracujesz na umowę o pracę, to wykorzystaj sytuację i weź kredyt zanim się zwolnisz by założyć własną firmę, bo później jeszcze długo nikt Ci kredytu nie da. Oczywiście o ile kredyt jest Ci potrzebny.
26 marca 2011, 07:49
Zmieniałem prace kilkanaście razy. Albo ja rezygnowałem z pracy albo zakład pracy rezygnował ze mnie, i tak też bywało, a jakże. Od wielu lat prowadzę własną firmę i nie chwaląc się, jestem już bardzo znany i w swojej branży na terenie kraju i tak w ogóle, w mieście w którym mieszkam. Podejrzewam, że jest wiele osób które tak jak ja miotają się po różnych firmach jako pracownicy najemni, męczą się. Podobnie jak ja nie mogą znieść przymusu, władzy nad sobą i tego że pracują na kogoś a nie na siebie. Gdyby założyli własną firmę to odnieśliby sukces a póki co uchodzą za pracowników – nieudaczników.
3 grudnia 2010, 20:11
Brak stałego dochodu to o ile mi wiadomo – pewna odmowa kredytu w każdym banku. Stałe dochody, stała praca na czas nieokreślony to podstawa zdolności kredytowej niezależnie od tego czy chodzi o kredyt gotówkowy, samochodowy czy hipoteczny. Dla osób bez pracy oferują swe pozabankowe pożyczki parabanki, ewentualnie. Jednak jeśli już to wymagają zwykle rzeczowego zabezpieczenia. Pożyczki te charakteryzują się wysokim, wyższym niż bankowe oprocentowaniem rzeczywistym. Pożyczkobiorca w takiej sytuacji ma nie lada problem, bo nie ma pracy, nie ma przypływu gotówki a pożyczkę trzeba spłacić gdyż jeśli nie to komornik zakrzątnie się koło mieszkania albo dajmy na to samochodu dłużnika. Dość często popełniany błąd – osoba bez pracy zaciąga pozabankową pożyczkę która tak naprawdę nie jest jej niezbędna ale uważa że prace ma „nagraną” albo niebawem ją znajdzie. Często okazuje się to mrzonką i wówczas zaczynają się poważne kłopoty.
11 listopada 2010, 19:29
Aby zapobiec emigracji pracowników np. do groźnego konkurenta jakim jest Facebook, Google dał pracownikom 10% podwyżkę a uściślając, środki na podwyżkę przeniósł z potencjalnych premii. Co podstawa to podstawa wynagrodzenia i dla pracowników Google te ten składnik liczy się w wynagrodzeniu najbardziej, a jakże by inaczej.
29 października 2010, 13:58
Czy wiecie że pracownik może otrzymać kredyt hipoteczny szybciej niż jego szef będący właścicielem firmy? Tak, to możliwe, jeżeli firma jest nowa. Pracownik bowiem może skutecznie ubiegać się o kredyt hipoteczny już po trzech miesiącach pracy, kiedy otrzyma umowę na czas nieokreślony. Natomiast właściciel firmy jako przedsiębiorca może liczyć na kredyt dopiero po roku od rozpoczęcia działalności gospodarczej a czasem dopiero po dwóch latach.
26 października 2010, 04:14
Możliwe że moja powierzchowność, wygląd itp. sprawiały, że w pracy miałem zawsze kłopoty z typami jak w tytule określeni. A może miałem takiego pecha, że trafiałem na takich. Dość, że w pracy zawsze miałem kłopoty wynikające z tego, że niektórzy współpracownicy – „koledzy” podkładali mi świnie jak to w pracy bywa, aby samemu zyskać w oczach szefa a mnie zdyskredytować. Byli zaś w tym na tyle wyrafinowani że miewałem w związku z tym problemy, przełożeni uprzedzali się do mnie, jak również inni współpracownicy. A jak już raz ktoś skutecznie rzuci oszczerstwo, to ciężko się od tego uwolnić. W ostatniej jednak pracy, pierwszego dnia poprosiłem szefa o rozmowę i opowiedziałem jak to bywało ze mną w poprzednich miejscach pracy. Powiedziałem że zdaję sobie sprawę z tego, że poniekąd jestem „ofiarą” skoro sam nie umiem sobie z tym poradzić, ale taki już jestem i w pracy staram się skupiać na pracy a nie np. na takim dawaniu innym do zrozumienia, pośrednim ostrzeganiu że nie warto mnie podpieprzać. I jeżeli coś będzie na rzeczy to chciałbym aby powiedział mi o tym, konfrontację, itp. Okazało się to dobrym posunięciem z mojej strony, oczywiście znów trafił się jeden który chciał mieszać, ale przejechał się na tym.
16 października 2010, 10:10
Myślałem że młodzi absolwenci wyższych uczelni zwłaszcza ekonomicznych generalnie są bardziej przebojowi niż okazuje się. Podobno mniej więcej połowa z nich marzy przede wszystkim o stabilnej ciepłej posadzie. Nie myślą o założeniu własnej firmy, choć uważają się za ekspertów w wyuczonych dziedzinach. Może jednak jest w tym dalekosiężny cel – nabrać doświadczenia, podpatrzyć to i owo na etacie i w końcu założyć własną firmę – tego nie wiem. Może doskwiera brak funduszy, może czekają aż uzyskają zdolność kredytowa i będą w stanie zaciągać kredyty. Czy ganię brak aspiracji do zostania przedsiębiorcą? Nie, jeżeli komuś pasuje praca na etacie i wtłoczenie się w normy np. korporacyjne; wręcz przeciwnie, podziwiam takie osoby, robiące karierę. czytałem jednak gdzieś że 48% absolwentów chciałoby otworzyć własne firmy, ale się boją. Zapewne sam bałbym się, ale nie ma to jak praktyczne wysondowanie, co z tego wyjdzie. sam tak zaczynałem w taki właśnie sposób. Może nie w każdej branży jest to możliwe, ale w wielu wypadkach owszem. Pracowałem na etacie i sondowałem, praktycznie prowadząc działalność gospodarczą w wymiarze ok. 1 godziny dziennie. Dokładnie tak. I udało się.
2 października 2010, 12:22
Nie wiem jak to jest dzisiaj na rynku, ale zapewne podobnie jak dziesięć lat temu kiedy ja kończyłem swą tułaczkę po różnych firmach i branżach jako tzw.przedstawiciel handlowy czyli akwizytor. Miałem już tego dość a wciąż wmawiałem sobie że dla samochodu służbowego, poniekąd nienormowanego czasu pracy i „kontaktów międzyludzkich” warto. Człowiek czasem bezmyślnie poddaje się trendom i nie pokusi się o przeanalizowanie wszystkich „za i przeciw” oraz zadanie sobie pytania, czy naprawdę chce takiej pracy, czy czuje się w niej dobrze na dłuższy dystans i czy nie marnuje (innych) swych predyspozycji nie wykorzystując ich. W końcu uświadomiłem sobie że akwizycja nie jest dla mnie, że dla mnie jest konkretna robota a zwłaszcza kreatywny marketing ale bez akwizycji. Dzisiaj mam własną firmę a żal niegdysiejszy z powodu utraconego samochodu służbowego był śmieszny.
26 września 2010, 15:37
Obecnie jest tak, że jak ktoś ma w miarę jak to się mówi „lekkie pióro” czyli łatwość pisania – formułowania własnych myśli (albo nawet nie tyle co po prostu nie jest dyslektykiem i sensownie potrafi sklecić zdanie) to dzięki internetowi może naprawdę nieźle dorobić a z czasem rzucić pracę na etacie. Mam na myśli dorabianie poprzez tworzenie własnych stron internetowych, umieszczanie na nich reklam (Google Adsense albo z jakiejś agencji reklamowej) , pozycjonowanie ich i zarabianie na tychże reklamach. „Zaraziłem” tym kilka osób które raczej stroniły od internetu a teraz nie można ich oderwać od tego zajęcia. To jest naprawdę wciągające bo w perspektywie jest niezła kasa a po drugie – jest to ciekawe. Internet zaś a zwłaszcza wyszukiwarka Google to medium przyciagające coraz to więcej reklamodawców (moim zdaniem także w wyniku porzucania innych sposobów reklamy na rzecz internetowej). Dlatego, dla każdego myślącego i lubiącego to jest moim zdaniem miejsce. Jeśli nawet nie na zarobienie kroci, to spokojnie na dorobienie minimum kilkustet złotych miesięcznie, a często znacznie więcej. Gdybym ja miał teraz 25 lat i szukał pracy po studiach, to szukałbym po prostu czegoś na 8 godzin nawet z byle jaką pensją ale żebym po ośmiu godzinach miał spokój i mógł skupić się właśnie na internecie i reklamie – pozycjonowaniu. I żeby w tej pracy etatowej też było nieco czasu na to…