Posts tagged ‘praca’

Kiepski był ze mnie pracownik

Zmieniałem prace kilkanaście razy. Albo ja rezygnowałem z pracy albo zakład pracy rezygnował ze mnie, i tak też bywało, a jakże. Od wielu lat prowadzę własną firmę i nie chwaląc się, jestem już bardzo znany i w swojej branży na terenie kraju i tak w ogóle, w mieście w którym mieszkam. Podejrzewam, że jest wiele osób które tak jak ja miotają się po różnych firmach jako pracownicy najemni, męczą się. Podobnie jak ja nie mogą znieść przymusu, władzy nad sobą i tego że pracują na kogoś a nie na siebie. Gdyby założyli własną firmę to odnieśliby sukces a póki co uchodzą za pracowników – nieudaczników.

Pożyczki bez pracy

Brak stałego dochodu to o ile mi wiadomo – pewna odmowa kredytu w każdym banku. Stałe dochody, stała praca na czas nieokreślony to podstawa zdolności kredytowej niezależnie od tego czy chodzi o kredyt gotówkowy, samochodowy czy hipoteczny. Dla osób bez pracy oferują swe pozabankowe pożyczki parabanki, ewentualnie. Jednak jeśli już to wymagają zwykle rzeczowego zabezpieczenia.  Pożyczki te charakteryzują się wysokim, wyższym niż bankowe oprocentowaniem rzeczywistym. Pożyczkobiorca w takiej sytuacji ma nie lada problem, bo nie ma pracy, nie ma przypływu gotówki a pożyczkę trzeba spłacić gdyż jeśli nie to komornik zakrzątnie się koło mieszkania albo dajmy na to samochodu dłużnika. Dość często popełniany błąd – osoba bez pracy zaciąga pozabankową pożyczkę która tak naprawdę nie jest jej niezbędna ale uważa że prace ma „nagraną” albo niebawem ją znajdzie. Często okazuje się to mrzonką i wówczas zaczynają się poważne kłopoty.

Intryganci, oszczercy, świnie

Możliwe że moja powierzchowność, wygląd itp. sprawiały, że w pracy miałem zawsze kłopoty z typami jak w tytule określeni. A może miałem takiego pecha, że trafiałem na takich. Dość, że w pracy zawsze miałem kłopoty wynikające z tego, że niektórzy współpracownicy – „koledzy” podkładali mi świnie jak to w pracy bywa, aby samemu zyskać w oczach szefa a mnie zdyskredytować. Byli zaś w tym na tyle wyrafinowani że miewałem w związku z tym problemy, przełożeni uprzedzali się do mnie, jak również inni współpracownicy. A jak już raz ktoś skutecznie rzuci oszczerstwo, to ciężko się od tego uwolnić. W ostatniej jednak  pracy, pierwszego dnia poprosiłem szefa o rozmowę i opowiedziałem jak to bywało ze mną w poprzednich miejscach pracy. Powiedziałem że zdaję sobie sprawę z tego, że poniekąd jestem „ofiarą” skoro sam nie umiem sobie z tym poradzić, ale taki już jestem i w pracy staram się skupiać na pracy a nie np. na takim dawaniu innym do zrozumienia, pośrednim ostrzeganiu że nie warto mnie podpieprzać. I jeżeli coś będzie na rzeczy to chciałbym aby powiedział mi o tym, konfrontację, itp. Okazało się to dobrym posunięciem z mojej strony, oczywiście znów trafił się jeden który chciał mieszać, ale  przejechał się na tym.

Ciepłe posadki

Myślałem że młodzi absolwenci wyższych uczelni zwłaszcza ekonomicznych generalnie są bardziej przebojowi niż okazuje się. Podobno mniej więcej połowa z nich marzy przede wszystkim o stabilnej ciepłej posadzie. Nie myślą o założeniu własnej firmy, choć uważają się za ekspertów w wyuczonych dziedzinach. Może jednak jest w tym dalekosiężny cel – nabrać doświadczenia, podpatrzyć to i owo na etacie i w końcu założyć własną firmę – tego nie wiem. Może doskwiera brak funduszy, może czekają aż uzyskają zdolność kredytowa i będą w stanie zaciągać kredyty. Czy ganię brak aspiracji do zostania przedsiębiorcą? Nie, jeżeli komuś pasuje praca na etacie i wtłoczenie się w normy np. korporacyjne; wręcz przeciwnie, podziwiam takie osoby, robiące karierę. czytałem jednak gdzieś że 48% absolwentów chciałoby otworzyć własne firmy, ale się boją. Zapewne sam bałbym się, ale nie ma to jak praktyczne wysondowanie, co z tego wyjdzie. sam tak zaczynałem w taki właśnie sposób. Może nie w każdej branży jest to możliwe, ale w wielu wypadkach owszem.  Pracowałem na etacie i sondowałem, praktycznie prowadząc działalność gospodarczą w wymiarze ok. 1 godziny dziennie. Dokładnie tak. I udało się.

Dorabianie w internecie

Obecnie jest tak, że jak ktoś ma w miarę jak to się mówi „lekkie pióro” czyli łatwość pisania – formułowania własnych myśli (albo nawet nie tyle co po prostu nie jest dyslektykiem i sensownie potrafi sklecić zdanie)  to dzięki internetowi może naprawdę nieźle dorobić a z czasem rzucić pracę na etacie. Mam na myśli dorabianie poprzez tworzenie własnych stron internetowych, umieszczanie na nich reklam (Google Adsense albo z jakiejś agencji reklamowej) , pozycjonowanie ich i zarabianie na tychże reklamach. „Zaraziłem” tym kilka osób które raczej stroniły od internetu a teraz nie można ich oderwać od tego zajęcia.  To jest naprawdę wciągające bo w perspektywie jest niezła kasa a po drugie – jest to ciekawe.  Internet zaś a zwłaszcza wyszukiwarka Google to medium przyciagające coraz to więcej reklamodawców (moim zdaniem także w wyniku porzucania  innych sposobów reklamy na rzecz internetowej). Dlatego, dla każdego myślącego i lubiącego to jest moim zdaniem miejsce. Jeśli nawet nie na zarobienie kroci, to spokojnie na dorobienie minimum kilkustet złotych miesięcznie, a często znacznie więcej. Gdybym ja miał teraz 25 lat i szukał pracy po studiach, to szukałbym po prostu czegoś na 8 godzin nawet z byle jaką pensją ale żebym po ośmiu godzinach miał spokój i mógł skupić się właśnie na internecie i reklamie – pozycjonowaniu. I żeby w tej pracy etatowej też było nieco czasu na to…